Odkrywanie stanu Chin: Góra Victoria & Kanpetlet

Pianie koguta budzi mnie przed szóstą rano. Przez dobre 15 minut żałuję, że nie złożyliśmy go w ofierze zgodnie z lokalną tradycją. Trzęsę się z zimna po opuszczeniu luksusów mojego pokoju wyposażonego w materac i gruby, brudny koc. Temperatura w środku jest taka sama jak na zewnątrz – 9 stopni Celsjusza. Nai Tan – nasz lokalny przewodnik oferuje mi kubek gorącej kawy i zaprasza do wspólnego oglądania wschodu słońca nad górami. Jego siostra gotuje wodą na poranną kąpiel i przygotowuje tosty trzymając chleb nad ogniskiem. Ostatnią noc spędziłem w Aye Camp zlokalizowanym w połowie drogie między Mindat i Nat Mataung (Mt. Victoria), na którą zamierzamy dzisiaj się wdrapać.

Park Narodowy Mount Victoria. Fot. Życie w tropikach

Park Narodowy Mount Victoria. Fot. Życie w tropikach

Mount Victoria znana także jako Khaw-nu-soum albo Khonaumthung w języku Chin to najwyższa góra tego stanu. Jej szczyt znajduje się na wysokości 3,053 metrów nad poziomem morza. Góra leży w ekoregionie Chin-Arakan Yoma. Otoczona przez niższe góry porośnięte tropikalnym i subtropikalnym lasem, szczyt Nat Ma Taung tworzy “podniebną wyspę” będącą domem dla roślin i zwierząt występujących w klimacie umiarkowanym i wysokogórskim specyficznym dla Himalajów dalej na północy. Można tu także znaleźć wiele wymierających gatunków. Góra jest obecnie pod ochroną w ramach Nat ma Taung National Park utworzonym w 1994 roku.

W drodze na Mount Victoria. Fot. Życie w tropikach

W drodze na Mount Victoria. Fot. Życie w tropikach

Opuszczamy Aye Camp i jedziemy pół godziny do punktu startowego naszego trekkingu trochę na wyrost nazywanym base campem. Idziemy przez jakieś dwie godziny drogą, która naprzemiennie pnie się w górę i opada w dół. Szlak jest łatwy, a jego pokonanie nie sprawia nam wiele wysiłku. Widoki nie różnią się bardzo od tych, którymi od jakiegoś czasu cieszymy się w stanie Chin, ale i tak zatrzymujemy się co jakiś czas, aby złapać oddech, pstryknąć fotkę, albo powąchać świeżo zakwitnięty czerwone rododendrony (różaneczniki). Szczyt góry jest płaski, a jego najbardziej charakterystyczne elementy to mała stupa oraz słup wskazujący najwyższy punkt. Jemy przygotowany wcześniej lunch i cieszymy się widokiem. Ładnie tutaj, choć widok nie powala., gdyż niespecjalnie różni się od tego, co widzieliśmy od początku trekkingu. Nasz przewodnik twierdzi, że możemy stąd zobaczyć Indie i Bangladesz. Biorąc pod uwagę, że przez cały dzień przekonywał nas, że Mt. Victoria ma 3,500 metrów, wkładamy tę informację między resztę jego bajek. Wdrapanie się na 3,053 metrów zostawia nas jednak z pewnym poczuciem satysfakcji zwłaszcza, że nie jesteśmy profesjonalnymi górołazami.

Prawie na szczycie! Fot. Życie w tropikach

Prawie na szczycie! Fot. Życie w tropikach

Schodzimy do naszych jeepów i jedziemy w dół “Drogą Śmierci” aż do Kanpetlet. Mijamy będący w budowie “Sky Hotel”, który prawdopodobnie będzie najlepszym zakwaterowaniem w okolicy i docieramy do Pinewood Villas – najlepszego hotelu w jakim spaliśmy podczas tej wyprawy. Inna opcja to Oasis Resort, który ma o wiele więcej pokoi niż jego siostrzany hotel w Mindat. Standard bungalowów wydaje się być wyższy niż w Mindat i porównywalny do naszego. Nasz przewodnik prosi o 3,000 dżatów na darowiznę dla lokalnych władz imigracyjnych i jedzie z naszymi dokumentami, aby obwieścić nasze przybycie. Cieszymy się pierwszym ciepłym prysznicem od kilku dni, jemy zjadliwą kolację i płacimy przewodnikowi, jako że nie planujemy jutro korzystać z jego usług. Po raz pierwszy nikt nie chrapie w sąsiednim pokoju i cieszymy się relatywnie spokojnym snem.

Jeszcze jedna kobieta ze stanu Chin. Fot.: Hla Maung (Lama)

Jeszcze jedna kobieta ze stanu Chin. Fot.: Hla Maung (Lama)

Kanpetlet jest domem dla południowych plemion Chin takich jak Dai, Upu i Ya. Główna różnica między nimi to wzory tatuaży na kobiecych twarzach. Pinewood Villas zlokalizowany jest kawałek nad miasteczkiem. Schodzimy na dół, aby zobaczyć więcej wytatuowanych kobiet i samo miasteczko. Tym razem nasz przewodnik się nie mylił – w Kanpetlet nie ma absolutnie nic do roboty i oglądania poza tym co już robiliśmy i oglądaliśmy w pozostałych częściach stanu Chin lub innych miejscach w Birmie. Spędzamy resztę dnia relaksując się w hotelu.

Ostatniego dnia naszej wycieczki jedziemy do Bagan przez kolejne siedem godzin. Droga jest tu jeszcze gorsza niż na odcinku z Bagan do Mindat. Asfalt występuje tylko miejscami, a każdy przejeżdżający pojazd, wliczając w to także nasze własne generuje tumany kurzu. Mijamy kilka wiosek i jemy najgorszy lunch, jaki jedliśmy w naszym birmańskim życiu w jednej z nich. Wiesz, że jesteś w tarapatach, gdy Twoje curry z kurczakiem jedzie rybą… Docieramy do Bagan późnym popołudniem podziwiając po drodze wyrąb lasów tekowych i szyby naftowe w Chauk po przekroczeniu rzeki Irrawaddy. – Cała ropa stąd płynie prosto do Chin – mówi jeden z naszych kierowców.

Przyjazd do Bagan kończy naszą wyprawę do stanu Chin – najbardziej interesującego, fascynującego i wyzywającego regionu w jakim kiedykolwiek byłem w Birmie. Wypożycz jeepa i zjeździj go dokładnie zanim się zmieni wraz z napływem hord turystów.

Reklamy

About Life in the tropics

My name is Marek Lenarcik and I am a professional vagabond. I have visited 33 countries and lived in 7. I have been writing since my 17th birthday. I've been published in The Washington Times, The Times (Polish Edition), Paranormal Magazine UK, and Playboy Magazine. among others. My debut book - "Tajski epizod z dreszczykiem" (Thai episode with a thrill) has been published on June 28th, 2012 by "Bezdroża" Publishing House in Poland. Currently I am working on its translation and publishing on the international market. I also started work on my second book.

Posted on Kwiecień 1, 2013, in Birma and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Możliwość komentowania Odkrywanie stanu Chin: Góra Victoria & Kanpetlet została wyłączona.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: